piątek, 12 lipca 2013

Znani – zapomniani: odcinek czwarty

Kolejny dzień piłkarskich wakacji za nami, media spekulują ciągle nad coraz to nowymi transferami, a my w oczekiwaniu na jakąś transferową bombę powracamy do cyklu „znani – zapomniani”. W dzisiejszym odcinku zawodnik, który miał być wielkim rozgrywającym i początkowo wszystko wskazywało, że nim się stanie. A jak jest obecnie ?
Dzisiejszy „znany – zapomniany” to Diego Ribas da Cunha.

Początki w Santosie.

Dwie wielkie nadzieje brazylijskiej piłki. Rok 2002 Diego i Robinho.
 Diego karierę zaczynał bardzo szybko bo już w wieku 6 lat, kiedy pokazał się na szkoleniu w Ribeirão Preto. Mimo tak młodego wieku już przyciągnął zainteresowanie większych brazylijskich klubów. Trzy lata później dzieciak z Ribeirão Preto trafił do São Carlos, a już w wieku 12 lat podpisał kontrakt z klubem wielkiego Pele – Santosem. Słynny klub zawsze słynął z dobrego prowadzenia młodzieży i w przypadku Diego ten fakt się potwierdził. Brazylijczyk zadebiutował w pierwszej drużynie w wieku 16 lat. Klub miał wtedy w składzie wielu utalentowanych chłopaków i tak Diego miał okazję grać między innymi z Robinho i Elano. Tak zarządzany zespól radził sobie bardzo dobrze, czego przykładem mogą być mistrzostwa Brazylii 2002 i 2004. Dobre występu w klubie zaowocowały powołaniami do kadry narodowej. Diego zdobył wraz z drużyną Canarinhos srebrny medal w Złotym Pucharze Concacaf 2003 oraz złoto w Copa America 2004. Po tych sukcesach młody gwiazdor zdecydował się na podbój Europy.

Przestój w Portugalii.
Nieudana przygoda w Portugalii.

Mamy lato 2004, a świat dowiaduję się o przenosinach Diego do świeżo upieczonego zwycięzcy Ligi Mistrzów – FC Porto. Wydawać by się mogło miejsce idealne dla młodych utalentowanych graczy. Klub słynący z dobrej pracy z młodzieżą oraz z bycia swego rodzaju trampoliną do naprawdę wielkiej kariery. Za transferem przemawiała też liga portugalska - bardzo techniczna, troszkę zbliżona do tej jaką piłkarz znał z brazylijskich boisk. Jednak żaden z wymienionych czynników nie pomógł. Po niezłym początku wschodząca gwiazda brazylijskiej piłki grała coraz słabiej. O ile pierwszy sezon w barwach „Smoków” można uznać za przyzwoity (39 meczy i 4 bramki) to drugi wypada blado (24 mecze i 3 bramki). Pod względem trofeów okres FC Porto na pewno nie był stracony. Brazylijczyk wygrał bowiem Puchar Portugalii, Superpuchar Portugalii, Mistrzostwo Portugalii oraz Puchar Interkontynentalny. Jednak pod względem indywidualnym Diego nie mógł być zadowolony. Nie był wiodącym zawodnikiem i jego rozwój powoli się zatrzymywał. Przyszedł czas na zmianę otoczenia, a wybór padł na Niemcy...

Wystrzał formy w Werderze.

Wielkie chwile w Werderze.

Latem 2006 roku Diego podpisał kontrakt z Werderem Brema, a na konto klubu z Portugalii wpłynęło 6 milionów euro. Transfer okazał się strzałem w dziesiątkę i ze strony piłkarza i ze strony klubu. Od pierwszego sezonu Brazylijczyk stał się kluczową osobą w drużynie. W Niemczech grał jako typowa „10”. Pierwszy sezon w Werderze to 50 meczy, 15 goli, Puchar Ligi Niemieckiej oraz nagroda dla piłkarza roku Bundesligi. Po tym sezonie Diego zainteresował się cały piłkarski świat a sam zainteresowany udał się na Copa America, gdzie wraz z kolegami wygrał cały turniej. Kolejny sezon był równie udany. W klubie zagrał 43 razy strzelając 18 bramek, a po sezonie wraz z kadrą narodową przywiózł z olimpiady w Pekinie brązowy medal. Sezon 2008/2009 okazał się być ostatnim dla Diego w barwach ekipy z Bremy. Piłkarz grał fantastycznie, okraszając swój rok Pucharem Niemiec. Poprowadził też ekipę do finału Pucharu UEFA, w którym jednak nie mógł wystąpić z powodu zawieszenia a jego Werder uległ Szachtarowi Donieck po dogrywce 1-2.
Było jasne, że tak grający zawodnik przejdzie do wielkiego klubu. Faworytem do pozyskania gwiazdora był Real Madryt, do którego właśnie wrócił Florentino Perez i wydawał grube miliony na nową erę galaktycznych. Jednak do Królewskich ostatecznie trafił Kaka, a Diego powędrował do innej wielkiej ekipy – Juventusu Turyn. Z okresu gry w Werderze możemy wspominać chociażby takie bramki: http://www.youtube.com/watch?v=ewNPg-nb8rQ

Włoska klapa.
Nieudany podbój Serie A.

24 maja 2009 roku świat obiegła informacja o porozumieniu między Diego a Juventusem. Klub zobowiązał się zapłacić Werderowi Brema 24,5 miliona euro, a sam zainteresowany podpisał kontrakt na 5 lat. Szybko się jednak okazało, że nie wypełni nawet połowy. Gwiazdor nie umiał zaadoptować się do stylu gry próbującego odbudować swoją potęgę klubu z Turynu. Diego nie czuł się komfortowo w zespole, a i nie pomagali mu w tym kibice, którzy słysząc, że Brazylijczyk przychodzi do ich klubu widzieli już oczyma wyobraźni nowego Zidane'a, ale rzeczywistość okazała się zgoła inna. Piłkarz w Turynie nie czarował już tak jak w Bremie. W 44 meczach we wszystkich rozgrywkach strzelił 7 bramek, a sam klub zakończył sezon na odległym siódmym miejscu w lidze i bez żadnego trofeum. Kariera Diego znowu stanęła w miejscu i znów odbudować ją miały Niemcy...

Powrót do Bundesligi.

Na klub odpowiedni do odbudowy Diego wybrał VFL Wolfsburg. Brazylijczyk podpisał w sierpniu 2010 roku czteroletni kontrakt i za niecale 15 milionów euro wrócił do Niemiec. Na wybór klubu zapewne wpływ miała wizja wielkich aspiracji Wolfsburga. Klub ten grał zaledwie rok wcześniej w Lidze Mistrzów, a Diego miał współpracować z takimi graczami jak Grafite czy Dzeko. Jednak po raz kolejny wszystko potoczyło się inaczej. Plany brutalnie zweryfikowały trudy sezonu, a klub z trudem obronił się przed spadkiem zajmując ostatecznie 15 lokatę. Najbardziej wartościowi piłkarze zaczęli odchodzić do lepszych zespołów i Diego postanowił uczynić to samo. VFL Wolfsburg postanowił wypożyczyć piłkarza do Hiszpanii.

Krótka przygoda w Madrycie.

Diego celebruję bramkę w finale Ligi Europy 2012



Tak jak przewidywano parę lat do tyłu, Diego trafił do Madrytu, ale nie klubem, w którym zagrał nie był Real a lokalny rywal Atletico. Zawodnik dobrze zadomowił się w zespole, stwarzając zgrany duet z Radamelem Falcao i znów zaczął odgrywać kluczową rolę w zespole. Według koncepcji trenera Simeone Diego był typową „10” i był odpowiedzialny za kreowanie gry dla Falcao, czy Adriána Lópeza. Drużyna trenera Simeone grała bardzo dobrą piłkę i sezon zakończyła na piątym miejscu za plecami Realu Madryt i Barcelony – które rozgrywały kolejny kosmiczny rok, a także minimalnie przegrywając z Valencią i Malagą. Przygodę z Atletico Diego zakończył zwycięstwem w Lidze Europy 2012 po fantastycznym meczu finałowym z Athletic Bilbao wygranym 3-0, gdzie sam trafił do siatki ustalając wynik spotkania.

Teraźniejszość

Po kilku chwilach chwały i paru przebłyskach w barwach Atletico – Diego powrócił do Wolfsburga. Powrót nie okazał się udany. Przygotowania do sezonu 2012/2013 piłkarz spędził w rezerwach niemieckiego klubu przez coraz głębszy konflikt z trenerem Magathem. Jednak Brazylijczyk zdecydował się na pozostanie w klubie i ustabilizowanie swojej kariery. Po serii fatalnych wyników nastąpiła zmiana trenera a Diego znów zaczął występować. Piłkarz znów stał się ważną postacią a sezon zakończył z dorobkiem 37 meczy i 13 bramek.
Diego odzyskuję powoli dawny blask na boiskach Bundesligi.
Wydaje się, że Diego wyprostował swoja karierę po nieudanej próbie we włoskiej Serie A. Piłkarz obecnie ma 28 lat jest w najlepszym wieku kariery zawodowej i wydaje się, że mimo iż pociąg pod nazwą „wielkie kluby europejskie” już odjechał piłkarz nie raz jeszcze pokaże swój wielki talent.
Diego to przykład piłkarza, który był o krok od sukcesu, ale zabrakło jakichś detali. Na pewno nie jest to sportowy upadek, piłkarz przegrany. Ale czy można nazwać tego zawodnika z takim talentem sportowcem spełnionym ? - Oceńcie sami.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz